Zbyt spokojnie.
„To była kawa” – powiedziałem.
Zacisnął szczękę. „To był brak szacunku”.
Czwarty klaps odbił się echem po pokoju.
Deszcz walił w wysokie okna. Żyrandol lśnił nad głową, jakby nic brzydkiego nie mogło się pod nim kryć.
Diane uśmiechnęła się do filiżanki. „Żonę trzeba szybko napominać. Twój ojciec o tym wiedział”.
Ethan pochylił się, z ciężkim oddechem od whisky. „Jutro rano chcę porządnego śniadania. Bez arogancji. Bez zimnych spojrzeń. I przestań się zachowywać, jakbyś był lepszy od tej rodziny”.
Lepsze niż ta rodzina.
Prawie się roześmiałem.
Przez trzy lata pozwalałam im wierzyć, że jestem dokładnie tym, czego chcieli – cichą, wdzięczną żoną bez niczyjego wsparcia. Bez głośnych przyjaciół. Bez silnych powiązań. Tylko drobna praca, proste ubrania i nawyk zamykania dokumentów w gabinecie.